przez tree_frog 2010-02-23, 09:54
Hej hej!
Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem napisania postu, ale jakoś zawsze znalazło się coś innego do roboty :) Poprzednio jak się tu meldowałam byłam na etapie postawionej diagnozy i czekania na rozpoczęcie leczenia.
Teraz kończę właśnie 4 miesiąc leczenia i stwierdzam, że nie jest tak strasznie :) po raz kolejny przekonałam się, że nie ma co popadać w paranoję i przerażać się wszystkim, co wyczyta się w internecie. Leczenie znoszę dobrze (wiem, wiem to dopiero początki), nie odczuwam większych skutków ubocznych encortonu (jeśli nie liczyć 6 kg na minusie, których nie mogę odzyskać) i o chorobie raczej nie pamiętam. Zdaję sobie sprawę, że to wszystko może się w każdej chwili zmienić, ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że przynajmniej w najbliższej przyszłości obejdzie się bez szpitala i zmian dawki.
Czytając wasze (teraz to już 'nasze') forum miewałam różne myśli i nastroje, ale ogólnie znalazłam tu trochę optymizmu :)
Zauważyłam też, że różni lekarze mają różne podejście do tej choroby, więc dobrze, że można chociaż w ten sposób skonfrontować ich opinie.
Dziewczyny mam pytanie dotyczące wpływu encortonu na zaburzenia miesiączkowania. Czy zauważyłyście u siebie coś takiego?
Na koniec mam pytanie do Kajci - piszesz, że masz orzeczenie o niepełnosprawności. W necie znalazłam, że przysługuje ono w okresie niewydolności wątroby. Moja wątroba jest nieuszkodzona i bez żadnych zmian, no ale jednak przewlekle chora, więc jak to jest? :) wprawdzie mam nadzieje, że nie będę musiała korzystać z tego 'przywileju', bo narazie nie czuję się w żaden sposób ograniczona przez chorobę, ale nigdy nic nei wiadomo...
Pozdrawiam Was mocno i życzę dużo uśmiechu!!! :)