Asiu... Wikam powiedziała na prawdę bardzo ważne słowa, które pozwolę sobie zacytować:
wikam napisał(a):Jesli to potrwa jeszcze dłużej to spartoli zycie i Tobie i Twoim przyszłym dzieciom. Jesli z nim zostaniesz to już nigdy nie będziesz w pełni szczęsliwa....Ale na starcie w dorosłość już ciągnąć za sobą taki balast? O nie! To dopiero początek a co dalej??? Narzeczony jak ma narzeczoną powinien nieba jej przychylić i pokazać sie jako świetny materiał na męża. A skoro olewa to już teraz i nie liczy się z Twoim uczuciami to potem nie bedzie juz chyba nic go interesować.
To jest bardzo ważne...mój ojciec jest alkoholikiem, pisałam o tym wyżej i mam nadzieję że przeczytałaś, bo przedstawiłam w swoich opisach życie mojej mamy i przede wszystkim moje i moich sióstr...Pamiętaj o tym, że alkoholik, zawsze bedzie alkoholikiem, nie zależnie od tego czy pije czy już przestał. Ty jesteś młodą dziewczyną, masz szanse na to zeby żyć normalnie- jako szczęśliwa żona i matka. Nie pozwól na to aby Twoje życie wyglądało tak jak moje i mojej mamy- ciągły strach przed tym czy tata wróci trzeźwy i czy nie zrobi awantury. Oczywiście wiąże się to z brakiem dzieciństwa, które każde dziecko ma prawo przeżyc. Ty jeszcze nie masz dzieci-ale pomyśl...co by było gdybyście je mieli?? Jak wyglądałoby ich życie? Skoro Twój narzeczony codziennie pozwala sobie na konkretna dawkę piw to w późniejszym życiu pozwoli sobie na jeszcze więcej, a może zdarzyc się tak że na piwach się nie skończy...póki masz szansę- uciekaj! Nie pozwól na to aby zrujnował Ci życie, zwłaszcza że już teraz nie liczy sie z Twoim zdaniem. zasługujesz na kogoś kto na prawdę bedzie Cię szanował i dla kogo na prawdę bedziesz ważna...Pamietaj że bycie narzeczoną nie przesądza o Twoim dalszym losie i póki masz szansę-wykorzystaj ją jak najlepiej...
Chcę żebyś jeszcze wiedziała, że mój ojciec też ciągle obiecywał mojej mamie że "już nie będzie". Ale to były tylko obietnice które w żaden sposób nie zostały spełnione. A skoro Twój narzeczony twierdzi że pije "bo lubi" to nawet gdy postawisz mu ultimatum-to usłyszysz to co chcesz usłyszec a rzeczywistośc będzie niestety inna...I wiem co mówię bo przerabiałam to przez 23 lata i każda obietnica kończyła się tak samo. Mama zawsze dawała tacie szansę "bo może akurat bedzie dobrze". Ale to była tylko złudna nadzieja mojej mamy, która spowodowała u niej silną nerwicę... To jest straszne...Ja wiem że my Cię w żaden sposób nie uchronimy. Ale zawsze możesz zastanowic się nad swoim losem i losem dzieci, które na pewno wkrótce byście mieli...Jesli juz teraz widzisz że coś jest nie tak-NIE DAJ SIĘ !! i ratuj swoje szczęscie póki jeszcze nie jest za późno.
pozdrawiam:**