przez Adaś 2006-10-08, 20:07
Ważyłem kiedyś też bardzo mało. Wiesz co zrobiłem? Zacząłem ćwiczyć sztangami. Rozwinąłem masę do poziomu który mnie zadowala, nadal ćwiczę - już mniej, bo mniej czasu, trochę inne życie.
Moja rada, to rozwinąć podstawowe grupy mięśni, czyli:
- klatka piersiowa,
- barki i ramiona,
- przedramiona,
- plecy i brzuch,
- nogi.
Wyćwicz wszystko optymalnie, by mieć właściwe proporcje. Nie pisz, że nie chcesz być mięśniakiem, bo żeby nim być nie wystarczy sobie pochodzić i przestać. Nie pisz też, ze nie chcesz rzeźby, bo tu tym bardziej trzeba dużo się nastarać. To samo zresztą tyczy się kobiet. Często twierdzą, że siłownia jest be, bo mięśnie urosną. Zanim mięśnie urosną, to się zdąrzysz troszkę zestarzeć. ;-) Ale poważnie - trzeba ćwiczyć regularnie, by były efekty.
Mój przypadek był identyczny. Szybka przemiana materii, nigdy nie mogłem przytyć. Nawet jak w jednym roku na święcta byłem u Wujków i jadlem wszystko za dwóch i trzech, to po przyjeździe ważyłem dwa kg więcej, które zgubiłem w ciągu około trzech tygodni. I to jeszcze w zimę.
Jedynym wyjściem były ćwiczenia. Masy nabrałem, a teraz ćwiczę optymalnie, żeby utrzymać, bo przy 175 cm mam około 68 kg wagi i to daje BMI 22, czasem mam 23 - rekordowo ważyłem 73 kg, ale wtedy ćwiczyłem na masę intensywnie. Kiedyś też miałem wagę, jak Ty. Jednak nie pasuje mi to. Wolę być bardziej ukształtowany, niż wielki.
Poza tym, kobietom się to podoba. Możesz mi wierzyć. Nie spotkałem się, żeby jakaś się nie obejrzała, gdybym ubrał się w coś podkreślającego sylwetkę (tylko, że to prawda, jeszcze dość ładny jestem, niby żart, ale tak jest, to teraz nie wiem czy sylwetka jest tak istotna, ale chyba jakby więcej się przyglądało, niż gdy się pookrywam na cebulę czy jak to tam zwią). Ćwiczę kilkanaście lat z przerwami. Polecam ten sposób, jeśli nie masz żadnych przeciwskazań.
Ostatnią bardzo pozytywną cechą jest wzrost siły. To jaki teraz mam power, ale nie tylko w sensie umięśnienia - mocy, ale wytrzymałość, siła psychiczna, wartość własna, wiara w siebie - to ma też zalety od strony psychiki. No i mniej choruję, najwyżej katar i wydaje mi się, że za dużo tworzą mi się gazy (ale to chyba ze stresu - życie jest stresujące ;-)), czyli, że bąki; żadnych alergii itd., a najważniejsze, że kiedyś na zmianę pogody, nic mi się nie chciało, bylem jakiś słaby, złe ciśnienie, to ja też byłem zły, słaby i niechętny do czegokolwiek, nawet leżeć mi było trudno! A teraz może być każda pogoda i nie działa to na mnie w żaden sposób. Tak lubię zimno, jak i ciepło, i słońce i wiatr. Ciśnienie mnie nie obchopdzi - odkąd ukradli mi barometr z termometrem i do mierzenia wilgotności czy coś, to mam tylko termometr i nie potrzebuję wiedzieć więcej.
Polecam ćwiczenia jak i każdy sport, bo co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Ćwicz na masę. Jedz właściwie. To moje propozycje.