Witam!
Jestem mamą 2-latka. Od września chodzimy do żłobka. We wrześniu chodził sie aklimatyzować na 4-5 h dziennie i było ok. Ale wraz z październikiem i ochłodzeniem zaczęło się.....katar, 3 dni przerwy i znowu katar. Trwał ponad 2 tygodnie i był trochę zielonkawy czasami do tego męczący kaszel po wysiłku i w nocy. Lekarz zapisał Klacid gdyż infekcja ta się długo ciągnęła. Trochę kręciłam nosem bo ja daleka jestem od zbędnej antybiotykoterapii w ogóle, bo płuca i oskrzela były czyste......ale tak się to ciągnęło więc się zgodziłam. Po kontroli lekarz zapisał nam ribomunyl.......bez żadnych badań - tak na twarz :-( - nie do końca mi się to podobało no ale to jest pan prof. pediatra więc ufam choć zawsze może byc jakieś ale. Jestesmy juz po dawce uderzeniowej (1 miesiąc). W międzyczasie tydzień zdrowia tydzień kataru......i ciągle (na szczęście) płuca i oskrzela czyste, gorączka jedynie 37 - 37,5.
Moje pytanie jest takie. Czy zamiast leczyć objawy tych infekcji nosa/zatok nie mozna poszukać jej przyczyny. W środowisku dzici panują różne drobnoustroje w nosach gardłach i chyba mozna by robic jakieś badania co powoduje te ciągłe katary u synka, wszak to penie ten sam "paskud" ze środowiska złobkowego. Myslę o wymazach , badaniach z krwi na przeciwciała......nie wiem co jeszcze.
Proszę o podpowiedź jakie mogę porobić badania........chciałabym wiecdzieć jak rozmawiać z lekarzem, bo choć chodzimy prywatnie i jasne jest że za wszystko płacimy to mam wrażenie że nie chętnie szuka się przyczyn, lepiej antybiotyk, szczepionka - bach i po kłopocie.
Pozdrawiam




