Witam!
Mam 21 lat.Od 15 lat żyję w stresie i strachu.Nie mogę się z tym uporać.
W wieku 6 lat umarł mój tata.
Od tego czasu zaczęłam się wszystkiego bać.Najpierw duchów i ciemności,później końca świata,śmierci i tak dalej.
Miewałam okresy kiedy nie potrafiłam zasnąć ze strachu że się nie obudzę.
Był też okres kiedy miałam spokój i byłam normalnym dzieckiem.
Jednak zawsze czegoś się bałam,zawsze znalazłam coś czego mogłam się bać...
Do tego dochodziły spore problemy w domu spowodowane nowym facetem mojej mamy.
To był najgorszy koszmar,niemal codziennie bałam się o siebie i moją mamę.
Niecałe trzy lata temu miałam problemy z sercem,a właściwie ono mi po prostu bardzo szybko biło bo 140-150/min.Przez cały dzień nawet gdy się nie denerwowałam.
Brałam leki uspokajające i próbowałam sama sobie tłumaczyć,że nie mam się czego bać bo miałam ataki paniki.Jak zwykle bałam się,że umrę.
Od około roku mam kolejny problem.Otóż cały czas wydaje mi się,że mam jakąś chorobę.
Gdy tylko znajdę jakiś objaw lecę do lekarza.Gdy okaże się że to nic poważnego uspokajam się na kilka dni a potem znowu coś wynajduję co powoduje,że cały czas żyję w strachu.
Z każdego błahego bólu potrafię stworzyć raka albo jakąś ciężką chorobę.
Wmawiałam już sobie:chorobę serca,raka płuc,raka piersi, raka szyjki macicy,raka gardła,raka żołądka,chorobę tarczycy,chłoniaka,raka języka,raka mózgu...
Z pozoru może się to wydawać śmieszne i dla niektórych osób na pewno jest ale bardzo mnie to męczy.
Chciałabym już zacząć normalnie żyć i cieszyć się tym życiem.
Moja mama mówi,że jestem hipochondryczką, mój mąż ma już dość moich wymyślań i ciągłego biegania od lekarza do lekarza oraz na liczne badania.
Dostałam sugestię od lekarza rodzinnego aby spróbować udać się do psychologa lub psychiatry.
Po przemyśleniu byłam skłonna się do jakiegoś specjalisty udać.
Problem w tym,że mieszkam obecnie na wsi.
Katastrofą byłoby gdyby się wydało,że mam problemy z nerwami.
Moja teściowa sama nie jest normalna bo chodzi,obgaduje wszystkich i wyzywa,wszystkim opowiadała kiedyś,że z jakąś kobietą to się nie warto zadawać bo ona się leczyła u psychiatry...
Mąż też nie jest chyba przekonany abym się leczyła.
Czy w takim razie jestem skazana na wieczny stres i obawę przed przyszłością??
Czemu nikt nie potrafi mi pomóc?
Mama mówiła mi,że też leczyła się u psychiatry z powodu nerwicy.
I widać wyleczyła się.
Nie rozumiem ludzi którzy twierdzą że jak człowiek idzie do psychiatry to od razu jest nienormalny...jakby ułomny....Jestem wściekła i nie wiem co mam robić.
Może ktoś ma jakieś sugestie?



