Witam.Nie bardzo mam z kim porozmawiać i zapytać o radę więc postanowiłem poruszyć mój problem na forum.
Od kilku lat mieszkamy z moją dziewczyną w UK. Tu też sie poznaliśmy. Z początku wszystko sie układało dobrze.Oboje pracowaliśmy i zarabialiśmy.Potem przyszły naprawde ciężkie chwile.Ja miałem problemy z prawem a moja dziewczyna przeze mnie straciła prace,której do dzisiaj nie odzyskała (już ponad dwa lata) W międzyczasie ja założyłem działalność gospodarczą a sytuacja finansowa zaczęła nam się poprawiać, więc nawet nie nalegałem aby poszła do pracy, sam utrzymywałem dom. Problemem dla mnie są relacje między nami a właściwie stosunek mojej dziewczyny do mnie w chwilach ataków agresji..
Moja dziewczyna cierpi na nerwicę lękową,dwa razy w Polsce była hospitalizowana na oddziałach nerwic.Teraz bierze leki i od pewnego czasu co tydzień jeżdzi ze mną do polskiego psychiatry w Londynie. Wszystko jest fajnie gdy jest spokojna.Wtedy jest miła, fajna , dusza towarzystwa, uśmiechnięta. Niestety bardzo łatwo jest ją zdenerwować, praktycznie byle nic nie znaczącym słówkiem, które bierze do siebie i wtedy wybucha.Wyzywa mnie od najgorszych,p***** itp, potrafi napluć w twarz albo podnieść rękę,a najgorsze że wyzywa wtedy wszystkich mi najbliższych, mamę i siostrę.A są to wyzwiska z tych najgorszych jak ku..wa, szm.ata,zdzi..a, i mnóstwo innych o podłożu erotycznym. Potrafie się opanować do czasu wyzywania moich bliskich.Mimo że wie jakie to dla mnie przykre, potrafi sie zamnknąć w łazience i wyzywać tak mnie i moich bliskich nawet przez kilkadziesiąt minut. Ja dostaję wtedy furii i próbuje ją "obezwładnić" , zatykać usta itp ale to tylko powoduje jeszcze większą agresję. Wtedy wszystkie moje rzeczy lądują piętro niżej, łącznie z laptopem i telewizorem.W ataki szału w ogóle nie kontroluje co mówi i robi.
Próbowałem wszystkiego,krzyków, ignorowania, wychodzenia z domu.Wszystko tylko pobudza tę agresję.
Po kilku dniach wszystko przechodzi i są zapewnienia o "wielkiej miłośći".Ja staram się nie poruszać tematów które wiem że są wybuchowe, nie dzwonić przy niej do rodziców (wpada wtedy w furię-chyba zazdość o inną kobietę-matkę) , unikać stresowych sytuacji. Prowadzi to do tego że często boję się w ogóle odezwać. Nadmieniam że podłoże nerwicy to dzieciństwo i brak zainteresowania ze strony rodziców.Ojciec wyprowadził się gdy miała 12 lat,z matką ma bardzo zły kontakt,sama wychowywała młodszą siostrę. Ja staram się zapewnic wszystko co jest potrzebne,spełniać jej mażenia i być zawsze przy niej ale nie mam już sił i cierpliwości. Nawet gdy jest dobrze między nami ciągle wisi w powietrzu jakieś napięcie, gdyż ciągle słyszę o tym co źle robię, jak powinienem siedzieć, jeść, ubierać się itp, takię ciągłe nakazy i zakazy, których do siebie raczej nie stosuje. Bez przerwy gdy tylko cos sie jej nie spodoba komentuje jak to ja zostałem wychowany i skąd ja jestem. Sytuację potęguję fakt że moja praca polega na pracy w domu więć widzimy sie od rana do wieczora.Ciągle czuje się pokrzywdzona chociaż staram się robić wszystko jak należy.Opłacałem lekarzy,szpitale, studia itd a ciągle słyszę tylko pretensje i żale. Ciągle uważa że jej nie pomagam chociaż na pracę poświęcam czas od 8 rano do 22.Rozumiem że to choroba ale są pewne granice,których człowiek nie wytrzyma,
Często potem sobie wszystko w myślach układam czy przypadkiem to nie moja wina, może coś źle zrobiłem.
Czy faktycznie jak radzi mi nasza znajoma psycholog,powinnismy się rozstać bo to się nigdy nie zmieni a ja tylko będę się udręczał i obarczał niepotrzebnie winą?
Jak mam na te ataki reagować, jak z tym żyć.Wiem że jak odejdę to zostanie bez środków do życia i bez żadnego wsparcia. Na swoją rodzinę nie może liczyć.Gdy była ostatnim razem w Polsce w szpitalu, jej rodzice nawet się nie zainteresowali, cały ciężar opieki i pomocy spadł na moich rodziców. Którym teraz tak się dostaje w słowach...
Proszę o radę, może ktoś był w podobnej sytuacji



