przez marti2009 2010-04-24, 16:06
Mam problem ,z którym nie moge się uporac...
Mam 26 lat i nie obce mi są imprezy róznego rodzaju.Mówie tu o przeszłości.Miałam róznych znajomych i wiele widziałam.Mój mąż należal do tych osób,które lubiły się bawic.Imprezy techno z tabsami,amfą,alkoholem itd.Czasem okazjonalnie zdarzały się domowe imprezy,na których tez nie brakowalo alkoholu czy "wciągania" np.na sylwestra.Wszystko niby normalne,bo kto nie próbował...Każdy na codzień prowadził normalne zycie.Myślałam,że się z biegiem czasu wyrasta ,zakłada rodzinę itd.Z czasem faktycznie tak zaczęło się dziac,urodziła nam sie córeczka,stalismy się dojrzalsi.
Rok temu zaczęly dziac sie z moim mezem tragiczne rzeczy.Miał stany lękowe,halucynacje,stał się agresywny,podejrzliwy.Wysłalismy go nawet do psychiatry,obawiając się że może ma schizofrenię albo podobną chorobę.Jednak za jakis czas okazalo się,ze od paru miesięcy zacząl zazywac amfetamine.Prosiliśmy go,rozmawialismy z nim ,kazdy staral sie wspierac,ale ja ,tesciowie ,rodzenstwo stalismy sie wrogami ,ktorzy probuja z niego zrobic "głupka"-to były jego słowa.Wyprowadził się,nie chcial nas znac.Nie wiedzielismy co robic.O leczeniu nie chcial slyszec,my sie go zwyczajnie balismy po awanturach jakie urzadzal.Tesciowie,z ktorymi mieszkamy,zabrali go do domu gdy byl w takim stanie,którego on sam się przestraszył.Rozmawiał sam ze sobą,z rzeczami,miał leki.Terapeuta u ktorego zasięgnęliśmy porady powiedział nam ,że taki człowiek musi spasc na dno,żeby móc się z niego odbic. Myślałam ,że sie odbilismy od tego dna.Mąż twierdził ,że sam da sobie radę ,że nie musi isc sie leczyc ,że juz dostal nauczkę.A my naiwnie mu uwierzylismy.
Minelo pół roku,podczas którego jego zachowanie stało sie takie jak kiedyś,"normalne".Moje podejrzenia,czy napewno jest czysty,stały sie tez coraz słabsze aż w koncu zniknęły.Teraz widzę,że mogłam postawic mu ultimatum,że ma isc do psychologa albo na terapie wspomagającą,że mogłam byc bardziej czujna.Od stycznia znów sie zmienił,zaczał znikac na noce z kolesiami,którzy podejrzewam nie są lepsi od niego("normalnych" kolegów tez poodsuwal od siebie),wracac pijany itd
Po awanturze w srodku noy tesciowa go wyrzucila.Niewiem gdzie mieszka,z kim przebywa,ale mam gdzies jeszcze nadziej ze moze kiedys dojdzie do wniosku ze nie pozostalo mu nic innego tylko sie leczyc.Bo stracil juz wszystkich w okol siebie,niedlugo moze straci prace ,jak tak dalej pojdzie.Wszystko jest mu obojetne,ja to napewno,ale moja córcia czeka na niego,a on czasem nie przyjdzie tak jak wczesniej sie umowil.Niewiem co mam robic.Moj mąż ma juz 29 lat i zastanawiam czy nie nalezy do ludzi ,ktorzy maja taki charakter lubiący różne ekscesy a zycie rodzinne ,monotonne ich przytłacza...
Moze ktos umialby mi cokolwiek oradzic?
Jak trafic do takiej osoby?