Strona główna forum Twoje Zdrowie Onkolog Onkologia - dziedzina medycyny zajmująca się schorzeniami nowotworowymi i ich leczeniem. Obejmuje chirurgię onkologiczną, radioterapię i onkologię kliniczną.

Postprzez adalmeble 2007-03-16, 18:08

Proszę o radę wczoraj usłyszałam diagnozę u taty-guz mózgu najprawdopodobniej glejak w płacie skroniowym.Oczywiście już jest duży bo w sierpniu zeszłego roku nasi lekarze niczego nie zauważyli a niestety już był.W tym momencie tata traci pamięć ,ma problemy z wypowiadaniem się.Lekarze uprzedzili nas ,że po operacji tata może nie mówić ,zostanie częściowo sparaliżowany.Mam prośbę jeśli ktoś miał podobne problemy proszę powiedzieć czy komplikacje pooperacyjne są aż tak tragiczne.Z góry dziękuję za udzielone informacje,niestety pogubiłam się w tym wszystkim.
adalmeble
 
Posty: 2
Dołączył: 2007-03-14, 18:23









Linki Sponsorowane

Postprzez jakoo 2007-03-17, 08:01

Czasami tak jest, warto sie cieszyc ze jest to operacyjne! Głowa do góry, lekarze zawsze zakładają najgorszy scenariusz.
jakoo
 
Posty: 351
Dołączył: 2006-07-01, 08:50


Postprzez Zalamana 2008-03-20, 15:37

Witam Adalmeble:)

Wiem jak sie czujesz. Przez całe życie wychowywała mnie babcia. Na początku grudnia 2007 roku maiała atak epileptyczny. Obudził mnie chałas rzeczy spadających z telewizora, którego babcia chwyciła się upadając. Wezwałam pogotowie. Byłam przerażona. po głowie chodziła mi tylko jedna myśl: TO KONIEC. babcie zabrało pogotowie a ja powiadomiłam najbilższą rodzinę. po ok tygodniu babcia została wypisana ze szpitala. tam nie miała zrobionych żadnych badań. Ciocia (pielęgniarka) załatwiła babci miejsce na oddziale neurologicznym w Łodzi. wyniki badań jednak nie były jeszcze najgorsze. Mał to być mały, nezłośliwy guz oponiak. P trzech miesiącach nadeszła peracja. Babcia miała mieć wyciętego caałego guza i miała wracać do zdrowia. Jednak przy operacji okazało się że to nie jest oponiak tylko glejak i to najbardziej złośliwa jego odmiana. GLEJAK WIELOPOSTACIOWY. Nie wiedziałam o tym z początku i wierzłam że babcia z tego wyjdzie. Ciocia jednak powedziała mi prawdę. Teraz już wiem że nie ma żadnej nadziei dla niej. Zamałam się. Dają babci do 6-ciu miesięcy życia. Od tygodnia jest w domu. Pozostaje tylko leczenie paliatyczne, czyli opieka nad chorym i staranie się o jak najlepsze warunki życia w pozostałym dla niego czasie. Prawda jest okrutna, musiałam się pogodzić z tym że babcia niedługo odejdzie. ma sparaliżowaną prawą stronę (rekę i nogę) mówić próbuje ale nie może. nie rozumie co się do niej mówi. Straciła apetyt, prawie nic nie je. chciałabym cie pocieszyć ale znając sytuację mojej babci, nie mam jak.
PRZYKRO MI, POZDRAWIEM CIEBIE I TWOJEGO TATĘ
Zalamana
 
Posty: 1
Dołączył: 2008-03-20, 15:16


Postprzez ivetka 2008-05-06, 11:23

mój tata tez ma glejaka wielopostaciowego, w lewym placie skroniowym, jest teraz w trakcie radioterapii, zaczął sie wlasnie 6 ostatni tydzień, jest w "dobrym" stanie chodzi, i robi wszystko sam ma problemy z mową, zle dobiera slowa i czasem nie bardzo rozumie co sie do niego mowi ale widzi swoje bledy. Chcialabym aby tata poddal sie jeszcze innemu leczeniu na przyklad PCV,
lekarka powiedziala ze kontrolny tomograf mozna zrobic dopiero po 3 miesiacach od zakonczenia radioterapii bo na mozgu jest odczyn popromienny zakłucajacy prawidlowy obraz mozgu. i do tego czasu nie bede wiedziec czy radioterapiia przyniosla jakies efekty. czy to prawda. na prawde nei mozna sprawdzic tego wczesniej albo jakas inna metodą?
ivetka
 
Posty: 1
Dołączył: 2008-05-06, 11:11


Postprzez Sparklowiec 2008-05-12, 18:02

:(:(:( Współczuje <tuli> <pociesza> <głaszcze>
Avatar użytkownika
Sparklowiec
 
Posty: 24
Dołączył: 2008-05-12, 16:54


Postprzez mar2711 2008-05-20, 12:01

Moja Mama ma glejaka wielopostaciowego IV stopnia, w lewym płacie skroniowym.W pazdzierniku zeszłego roku miała robioną tomografię, po diagnozie wypisali do domu z przepisanym ketonalem i "szansą na raditerapię paliatywną".Lekarze powiedzieli ,że guz jest tak duży, że nie ma szans aby choć częściowo go wyciąć (nieoperacyjny).Dali Mamie niecałe 6 miesięcy na przeżycie.Mama po wyjściu ze szpitala wyglądała fatalnie.Jednak zaczęła brać leki przeciwpadaczkowe Tegretol oraz Pabidexamethason, Bisocard i czuła się lepiej można było rozmawiać !Znalezliśmy wspaniały szpital kliniczny w Bydgoszczy, lekarze zoperowali Mamę( dla Nich nie było to niemożliwe! )wycięli część guza, to co się dało.W lisopadzie przeprowadzono radioterapię, w styczniu tomografia pokazała, że nic tam się nie dzieje złego.Mama ma przepisaną Chemię lomustynę - 5 tabletek co 6 tygodni( niestety ma skutek uboczny - spadek płytek krwi , ma problemy z nogami - puchną i robią się sine.Mama czuje się dobrze, choć ma problemy z wysłowieniem się.Teraz mamy tomografię pod koniec maja.Jezdzimy z Mamą także do bioenergoterpeuty - Wierzę w Niego.Trzeba walczyć ,walczyć póki starczy sił.
mar2711
 
Posty: 39
Dołączył: 2008-05-20, 11:41









Linki sponsorowane

Postprzez mar2711 2008-05-20, 12:12

Niestety ivetka Moja Mama czekała na tomografię ( po radioterapii ) 2 miesiące.Chociaż miała tych naświetlań 10( w szpitalu była 3 tygodnie)Twój Tatuś ma radioterapię 6 tygodniową i dlatego lekarze mówią żeby czekać 3 miesiące.
mar2711
 
Posty: 39
Dołączył: 2008-05-20, 11:41


Postprzez qwerty13 2008-05-27, 08:49

ja mam 13 lat i mój tata umarł na glejaka w ciągu 1 miesiąca zaczeło sie od bólu głowy leżał 4 dni w szpitalu i przyszedłem do niego żeby mu pomuc ankiete wypełnić bo już były zaniki myślenia potem w drodze do łazienki wywalił sie i sie okazało że ma lewą całą strone zparaliżowaną nie mugł jeść karmili go przez PEG (rurka prosto do zołądka) 4 ostatnie dni tylko miał siłę ręką leciutko ruszyć moja mama była o 10 u niego a ja potem 0 16 poszedłem i był czły siny i o 2.20 w niedziele zmarł
qwerty13
 
Posty: 3
Dołączył: 2008-05-27, 08:42


Postprzez qwerty13 2008-05-27, 08:52

mój tata miał glejaka na trzonie mózgowym i to było wielkości 1,5 jajka
qwerty13
 
Posty: 3
Dołączył: 2008-05-27, 08:42


Postprzez qwerty13 2008-05-27, 08:55

najlepszy specjalista w polsce powiedział że u mojego taty operacja jest nie możliwa
qwerty13
 
Posty: 3
Dołączył: 2008-05-27, 08:42


Postprzez maxer 2008-06-20, 22:41

Moja mama też jest chora na to gó**no. Zupełny pech. Była zdrową osobą, tylko 2 razy w życiu chorowała (grypa), aż 2 lata temu w zimę złamała rękę w nadgarstku. Dla mnie spory szok, 2 dni w szpitalu i 6 tyg. gipsu z drutami, ale nie było komplikacji. Nie może tylko dźwigać prawą ręką (max. 3-4 kg PRZENIEŚĆ, nie nosić). Powiedzmy, że jakoś to zaakceptowałem, nawet zapomniałem. Ale rok temu, w marcu, okazało się, że ma raka piersi. Jakimś sposobem na stół poszła 1-2 tyg. od diagnozy (CUD- może dzięki modlitwie?). Ok, zaakceptowałem i to. Od tamtej pory lewa ręka, podobnie, jak i prawa, a nawet jeszcze gorzej. Potem chemioterapia, wszystko było dobrze. Nawet dostała Herceptynę, dosyć nowoczesną jak na Polskę (normalna cena 12.000 PLN za butelkę, ona za darmo), chyba łącznie miało być ok. 30 butelek. Wszystko miało zabezpieczać przed nawrotami i w ogóle rakiem. Do tego zastrzyki na wzmocnienie, sama przyznała, że jest wymęczona chorobą, ale się cieszyła, że niedługo koniec. Ale od jakiegoś miesiąca, może 1.5 miecha miała kłopoty ze wzrokiem, potem doszły potworne bóle głowy. Lekarz stwierdził, że to mogą być skutki uboczne chemii i reszty leczenia. No ok, bóle narastały, poszła do innego lekarza, tamten załatwił jej tomografię (1tydz.- szybko, jak na Polskę - kolejny CUD?) i wyszły jakieś powikłania, więc trzeba przebadać dokładniej. Akurat mój daleki kuzyn jest neurochirurgiem, pracuje z najlepszymi w Europie (no może jednymi z najlepszych), więc udało się załatwić Rezonans Magnetyczny w tydzień (zbieg okoliczności, czy cud?). I co? Okazało się, że ma przerzuty starego raka - 2 duże, 1 mały i 1 dopiero, co powstający guzy. Najgorsze, że ten największy jest na pniu mózgu i jedyne, co można robić to naświetlanie - opóźnia rozwój. Zostało jej jeszcze 1-3 miechy życia, wg. wstępnych ustaleń. I chyba na tym się kończą te cuda, ale w głębi serca mam nadzieje, że wyjdzie z tej choroby. Najgorsze, że teraz, nawet sama nie ma ochoty iść do szpitala, tak, jak to było rok temu. Ale pójdzie. Współczuje poprzednikom i teraz już wiem, jak to boli, kiedy choruje bliski.
maxer
 
Posty: 1
Dołączył: 2008-06-20, 22:20


Postprzez inka21 2008-07-01, 08:08

Mój tata ma glejaka - astrocytoma anaplasticum (G3) w okolicy skroniowo-ciemieniowej, jest po operacji i czeka teraz na naświetlania. Na neurochirurgii naopowiadano nam jakis strasznych rzeczy o radioterapii, głównie o późnych skutkach naświetlań...że przestanie mówić, chodzić... Na onkologii z kolei lekarz powiedzial, ze w przeciągu 24 miesięcu czeka go martwica mózgu i śmierć... Ja nie wiem czy ja coś źle zrozumialam, czy naprawde tak jest? czy ktoś mógłby podzielić sie swoimi doświadczeniami z naświetlaniami mózgu?
inka21
 
Posty: 1
Dołączył: 2008-07-01, 07:52


Postprzez mikusia03 2008-08-26, 09:33

O ile się nie myle to można zastosować metodę gamma knife... ale to zależy od wielkości guza (max. 4cm) tej metody raczej nie stosuje się w Polsce, ale jest bardzo skuteczna... pacjent bo zabiegu moze nawet tego samego dnia wrócić do domu i normalnych zajęć...
mikusia03
 
Posty: 1
Dołączył: 2008-08-25, 20:04


Postprzez adalmeble 2008-08-26, 16:26

Dawno tu nie zaglądałam,miniony rok był okropny.27 lutego 2008 mój tatuś zmarł,po długiej i wyczerpującej walce niestety przegrał.
Walczcie do końca i cieszcie się każdą chwilą spędzoną z bliskimi,tak szybko odchodzą...
adalmeble
 
Posty: 2
Dołączył: 2007-03-14, 18:23


Postprzez Natalia23 2008-08-26, 20:06

mój tata ma glejaka... przeczytałam pierwsze słowa i zaczęłam płakać, a byłam pewna już, że pokonałam to... mój Tatuś odszedł dwa lata temu, kiedy zaczął chorować byłam studentką pielęgniarstwa, było mi strasznie ciężko bo jako jedyna w domu wiedziałam jak to wygląda naprawdę, pękało mi serce kiedy mama mówiła że wszystko będzie dobrze, glejak wielopostaciowy IV*, zajmujący połowę prawej półkuli... jak miałam powiedzieć- mamo, tatuś umrze... szpitalne korytarze, operacja, oddział onkologii, radioterapia, chemia, kolejna operacja, onkologia, chemia w domu... Pamiętam kiedy byłam z moim wspaniałym Krzysiem sama w domu, pierwszy raz nie było mamy, bo pojechała do szpitala po kolejną dawkę, podałam mu chemie i wszystko było dobrze, rozmawiał ze mną, gdy nagle zaczęło go nudzić, kręciło mu się w głowie, z minuty na minute było coraz gorzej, zaczął wymiotować, ledwo dochodził do łazienki, pamiętam ta sytuacje jak dziś... Mówię tatku dam ci miskę, nie męcz się bardziej, a on mi odpowiedział- dopóki będę mógł chodzić, będę chodził... to trwało już dobrą godzinę i było coraz gorzej, aż za drzwiami łazienki skuliłam się w kłębek i zatkałam uszy, płakałam i błagałam Boga żeby zabrał to wszystko od nas, błagałam go żeby zatkał mi uszy by nie słyszeć tego wszystkiego, żeby dał mi serce z kamienia żeby nie czuć nic już... To był koszmar... Pisze to wszystko bo dziś jestem pielęgniarką, a swoją pracę licencjacką napisałam o Krzysztofie P., l.44... Moim Tacie... Chcę pomóc wszystkim którzy przechodzą przez coś takiego, podobnego, chcę pomóc tym którzy tracą kogoś bliskiego...
Natalia23
 
Posty: 288
Dołączył: 2008-08-26, 19:32
Pomógł: 9









Linki sponsorowane

Powrót do Onkolog