Dzień dobry, po raz pierwszy w 25 tygodniu ciąży (drugiej) odezwała się u mnie rwa kulszowa, przez 2 tyg. leżałam w łóżku w bezruchu. Od ginekologa dowiedziałam się, że to jest rwa kulszowa. Wcześniej miałam problemy z lewą nogą, drętwiała mi przez ok. 4 m-ce po urodzeniu pierwszego dziecka. Potem nie miałam żadnych problemów. Niestety po ostatnim ataku noga drętwieje mi prawie codziennie. Aby tak się nie działo muszę leżeć na prawym boku, bo gdy w nocy przewrócę się na lewy bok bądź na plecy to rano znów mam problemy z nogą. Nie mogę także stąpać na tą nogę - kuleję, ponieważ zaraz odzywa mi się ból w pośladku. Oprócz tego nie mogę siedzieć dłużej niż 1 godz. gdyż później znów zaczyna się ból, co prawda nie jest to tak intensywny ból jak przy tym który miałam w 25 t.c. ale wiem co on już oznacza i zaraz kładę się do łóżka.
Obecnie jestem w 29 t.c. i nurtuje mnie takie pytanie: wiem, że na chwilę obecną będę rodzić naturalnie (poprzednia ciąża cc i za pierwszym razem źle wbita igła w kręgosłup ze znieczuleniem, zresztą podobny ból przeszywający do rwy kulszowej) i w związku z tym czy podczas naturalnego porodu jest ryzyko, że bóle (dot. rwy) powrócą?
Wiem, że mam problemy z leżeniem na plecach, a tak powinnam leżeć przy porodzie, oprócz tego cierpnie mi lewa noga i często boli ten sam pośladek gdy jestem w taj pozycji. Podczas pierwszego porodu miałam bóle krzyżowe (miałam powstrzymywany poród)i wiem, że one to pryszcz w porównaniu z tymi bólami. Bardzo się boję, że jak mnie dorwie przy porodzie to już nic i nikt mi nie pomoże i na pewno przeć nie będę.
Czy w związku z tymi problemami powinnam udać się do jakiegoś konkretnego lekarza, czy spokojnie poczekać aż do porodu i poczekać jak to wszystko się dalej potoczy?



